Mam na imię Adrianna. Moje posty będą dość bezpośrednie tzn to będzie trochę tak, jakbym z Wami próbowała rozmawiać i jakbym była w trakcie jakiejś konwersacji (zresztą, gdybyście zobaczyli mnie piszącą... żywo gestykuluję jakbym coś tłumaczyła) zresztą zobaczycie o co chodzi. Szczerze zgłosiłam się do bycia redaktorką dla zabawy Waszej, Naszej, mojej, bo mam nadzieję, że ten blog będzie dla Nas wszystkich dobrą zabawą, dlatego bardzo Was proszę bez "hejtów", jestem za dyskusją na poziomie, toleruję i szanuję odmienne zdanie/opinię i proszę o to samo, w dyskusję mogę wejść, kiedy będzie inspirująca, na poziomie i dobrze uargumantowana (dobrze uargumentowana nie oznacza "bo tak", "bo ja tak uważam", "jesteś głupi/głupia" i gorsze). Niech to będzie rozrywkowy blog, ale na poziomie to chyba będzie fajne. Ok, przejdźmy do sedna sprawy, PLL...
Moja przygoda z PLL zaczęła się jak pewnie wielu osób. Chodziłam jeszcze do liceum i często po drodze spotykałam koleżankę (Olę), kiedy skręcałyśmy w jedną z uliczek, żeby zapalić papierosa, zatrzymywałyśmy się na chwilę, żeby móc dłużej porozmawiać, któregoś dnia Ola była bardzo nie wyspana, więc zapytałam ją co się stało i opowiedziała mi o nocnym maratonie z pewnym serialem... Kilka kolejnych dni streszczała mi historię owego serialu, niby fajny... 4 laski, byłe-obecne przyjaciółki ("to skomplikowane"), szukają zaginionej-nieżyjącej (a jednak żyjącej) przyjaciółki. Słuchając tego tych dziwnych historii mających miejsce do początku 3sezonu myślałam "JAK BARDZO NIENORMALNYM TRZEBA BYĆ, ŻEBY TO OGLĄDAĆ!?". Zbliżał się koniec semestru zimowego. Zbliżały się sprawdziany. Zbliżały się ferie. Już w liceum moje podejście do nauki wyglądało mniej więcej "jeszcze tylko zamiotę pustynię i mogę iść się uczyć", więc trzeba było znaleźć COŚ dla "zabicia" czasu. Padło na serial polecany przez Olę, czyli PLL. Pilot. Szału na mnie nie zrobił, ale jest potencjał, więc odpalam drugi odcinek, dalej nie ma szału... aż nagle łapię się na telefonie do Oli "powiedz mi kiedy pojawi się nowy odcinek!? nie ma połowy ferii, a ja już jestem na bieżąco". Jednak jest szał. I tak już zostałam, zafascynowana. Nie ukrywam, że pewnym dość ważnym argumentem było "no weź Ada, faceci są przystojni". Fakt, co jeden to lepszy...
Ulubione postacie:
Spencer i Alison
Dlaczego one? Jestem trochę do nich podobna. Do obu. Jestem ich połączeniem. Uwielbiam styl Spencer, nie wiem, kiedy zaczęłam go trochę naśladowywać. Obie są piekielnie inteligentne i błyskotliwe, potrafią być też wredne... ale za to też je kochamy!
Ulubiona para:
Spoby
Ulubiona para:
Spoby
Chyba jedyna para, której nikt nie jest w stanie zniszczyć. No i Toby... zazdroszczę Spen.
Znienawidozona postać - BRAK. Uwielbiam każdą, dodają smaczku całej historii.
Największe zaskoczenie... cóż w tym serialu chyba nic mnie już nie zaskoczy, ale chyba najbardziej zaskoczyło mnie, że Alison żyje!
Moja teoria "A" - każdy może być A, pewnie ja jestem A.
Całuski,
Ruda.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz